Zależności przyjacielsko-partnerskie.

Pociągnę dalej przyjacielski temat, bo jest łącznikiem prowadzącym do wspomnianej we wcześniejszym komentarzu – eutanazji.

W zasadzie można byłoby stwierdzić, że podstawą miłości jest przyjaźń, kiedy mówi się, że zjadło się z kimś beczkę soli….i nam SMAKUJE. Przy czym w związku z tą solą, czyli poznaniem drugiego człowieka w możliwie najszerszym zakresie – konieczna jest rozmowa i wspólne doświadczenia, które pokazują czy zachowanie partnera w różnych sytuacjach życiowych nam pasuje czy nie.

Słowo ,, PASUJE,, oznacza NIE czy nam się PODOBA , czy ale…czy nasza reakcja na coś/kogoś jest taka sama jak partnera. I zdaje mi się, że w tym tkwi sedno przyciągania się PODOBIEŃSTW, bo przecież przyjemnie jest przebywać w towarzystwie lub z osobą, z którą mamy wiele wspólnego, bo:
- jest nam w ten sposób znana
- a przez to przewidywalna
- i dlatego bliska jakby ,,skórę z nas żywcem ściągnął,,.
Bycie ze swoim ,klonem,- ale przez podobieństwo wewnętrzne , a nie przez podobieństwo zewnętrzne jest idealnym rozwiązaniem, gdy lubimy ,,spokój w rodzinie,,. Wtedy WIEMY PO SOBIE – czego możemy się spodziewać po partnerze/ towarzystwie/ i znamy ,,w ciemno,, wybory jakich dokonałaby druga osoba. Dlatego mamy wtedy do czynienia z sytuacją, że ludzie rozumieją się bez słów. Określamy to mylnie intuicyjnym wyczuciem, bo jest to po prostu znajomość SIEBIE, a poprzez DOPASOWANIE SIĘ – czyli że ktoś jest do nas podobny wewnętrznie /pod względem preferencji, priorytetów życiowych /- znamy partnera jak ,,własną kieszeń,, niekoniecznie pustą.
Sprawę form tj. posługiwania się łyżką, czy manewry kiełbaską na patyku można śmiało pominąć, bo tego można się nauczyć, ale nie to czy widzimy rzeczy/sytuacje/ludzi z tej samej strony – co  wcale nie wyklucza różnic w ego-ocenie, wynikających z naszej indywidualności =jednostkowości= wyjątkowości i niepowtarzalności.

Gdy nie wyobrażamy sobie życia bez kłótni i niesnasek – co wynika z nieświadomości zakodowanego w głowie błędnego schematu skopiowanego poprzez oglądanie filmów czy naśladowanie otoczenia, z którym się utożsamiliśmy – dobieramy sobie towarzystwo i partnera o odmiennych poglądach lub równie zielonego w temacie znajomości siebie jak my sami. Przez to nie tylko jesteśmy nieprzewidywalni dla siebie, ale i dla otoczenia. Wówczas każde niepasujące nam zachowanie/poglądy określimy jako ,,od czapy,,, co oznacza że ktoś nas wyprowadza z równowagi i nie możemy się zgodzić, bo jest INNY niż my /=myśli inaczej/. Ta inność jest źródłem obopólnej frustracji i stresów – skąd biorą się codzienne konflikty o wszystko i o nic.
Napływające emocje /w tym złość/, albo wylewamy na zewnątrz bezpośrednio do partnera /lub spowiadamy się do ,,przyjaciela,,/ albo tłumimy w sobie i ,,zalewa nas żółć,- co objawia się blokadami energetycznymi np. w tym przypadku akurat na poziomie pęcherzyka żółciowego. Pozostałe negatywne targające nami emocje odbijają się niekorzystnie na przyswajaniu składników odżywczych dostarczanych z pokarmem.
Kolejne niesympatyczne  przepływające przez nas energie – oddziałują w różny sposób na nasz organizm, zaburzając jego funkcje /w tym obronne/ i w efekcie mamy stan zdrowia – zwany CHOROBĄ.
Nie bez powodu o tym wspominam…
*
A wracając do RELACJI MIĘDZYLUDZKICH…Wymiana poglądów z partnerem /dotyczących życia/ – może zastąpić wspólne doświadczenia, wtedy gdy człowiek z którym mamy do czynienia jest prawdomówny. Dotyczy ta cecha osób o otwartej głowie…w tym także tych nieśmiałych, które w podobnym sobie, czyli znanym otoczeniu=w którym czują się bezpiecznie,takimi być przestają. Podczas gdy w ,,obcej bajce,, ludzi z innego poziomu wrażliwości-czują się nieswojo i kryją po kątach.

Snucie fantazji na swój temat, które nie znajdują odbicia w rzeczywistości, bo chcieliśmy pokazać się w jak najlepszym świetle z racji przyświecających nam egocentrycznych pobudek / czy nacisków środowiskowych/ – zawsze obróci się przeciwko nam, bo będziemy nie w tej ,,bajce,, w której chcielibyśmy/powinniśmy być. Udawanie lepszego niż jest sie w istocie- nigdy nie wyjdzie nam na zdrowie, bo jesteśmy w wewnętrznym konflikcie ze sobą.

Prowadzenie dyskusji nad spornymi kwestiami odkładamy wtedy na później, bo nikt nam nie powiedział w domu czy w szkole, że:

1. rozmowa czyli ,,przemyślenia na głos,, nad czymś zwane analizą służą poznawaniu SIEBIE /i własnego podejścia do rzeczywistości/, a symulacja różnych sytuacji życiowych i zachowań np. bohaterów książkowo-filmowych ma nas ZMUSIĆ do zastanowienia się nad SOBĄ i własnymi reakcjami

2. i że lekcje wychowania fizycznego pokazują nam czy jesteśmy typem sportowca-amatora czy że mamy na wszelki ruch prócz krwi tudzież alkoholu w organizmie – ,,wyrąbane,,, a nasze sportowe upodobania polegają na śledzeniu stawek w zakładach bukmacherskich i wpatrywaniu się w ekran lub wygrzewaniu miejsca jako kibic w promilowo-procentowym towarzystwie.
A jedynym powodem dla którego prowadzimy czynne ,,fitness-życie,, jest chęć wyrwania laski/partnera,a po osiągniętych sukcesach – ciężko jest nam podnieść kosz na śmiecie i odbyć spacer do śmietnika, chociaż wcześniej biegaliśmy jakby nas sraczka goniła .

Wtedy i próby wyciszenia się / tj.obniżenia wewnętrznego napięcia/ poprzez relaksująco-odstresowujące zajęcia nie tylko w klubo-kuchni przynoszą ulgę tylko chwilowo, a nerwowość i zespół niespokojnych nóg ganiających nas ,,po świecie/po ludziach/- staje się nieodłącznym towarzyszem życia, zamiast bliskich nam ,,duchowo,, osób.

Także dopóki nie mamy rozeznania ,,na własnym terenie,,- czyli dopóki nie poznamy dokładnie siebie-powielamy stereotypowe zachowania w relacjach międzyludzkich.

I związku z tym – związki międzyludzkie można podzielić na:
A. – ,, rozsądkowe,, – gdy kierują nami ego-cele, które związane są z byciem z partnerem z powodu lęku przed samotnością i pod tytułem ,,nadszedł mój czas,, czy też ,, wypadałoby założyć rodzinę,, lub w ramach naśladowania otoczenia pod hasłem ,,wszyscy z kimś są ,,, i nacisków ze strony rodziny

B. – instynktowe – gdy kierują nami zmysły i instynkt zachowania gatunku, dla których to relacji bazą jest pożądanie fizyczne, związane z wyglądem zewnętrznym i predyspozycjami psycho-fizycznymi do posiadania potomstwa tzw. matka/ojciec Polka w różnym wydaniu

C. – uczuciowe – które można nazwać przyjaźnią między partnerami, kiedy w zasadzie wiele słów nie potrzeba, bo czuje się partnera na odległość..z racji wspomnianego,,pasuje mi pod każdym względem,, czyli DO/PASOWANIA,czego warunkiem koniecznym jest bezwzględna szczerość wobec siebie samego bez naginania się wyrażonego w formie znanej nam wymówki ,,jakoś to będzie,,.

Gdy nie w głowie nam bliższy związek – unikamy rozmowy na tzw.,,poważne tematy,, lub lawirujemy chcąc dopasować się do partnera, by osiągnąć przyjemny chwilowo cel. Opuszczamy z radością te klimaty, w których czujemy się niepewnie lub bagatelizujemy rozmówcę – skupiając się wtedy tylko na uzgodnieniach – jak spędzi się wspólny czas: kiedy, z kim, gdzie i jak… imprezujemy czy jaki oglądamy film.

I dlatego może warto dostrzec zależności między przyjaźnią, miłością, rozsądkiem oraz imprezowaniem /w różnej formie/ i zdrowiem – w filmie…przedstawiającym pięć różnych osobowości wystawionych na życiowo-śmiertelną próbę…


Nietowarzyski przyjaciel.

Z obserwacji życia światopoglądowo-pustelniczo-towarzysko-pracowniczego wynika, że ludzi można podzielić na trzy grupy niezawodowe:

1. otwartych na  poglądy innych, czyli lotników z przeciągiem umysłowym

2. zamkniętych na poglądy inne niż wyznawane przez siebie, czyli  duszących się w sosie własnym

3. chwilowo otwartych/zamkniętych na innych – tj. na czas realizacji własnego celu, czyli  wietrzących interes

i przyjaciół.

Jest to podział wyraźnie wskazujący, że osobniki należące do grupy 1.  żyją w zgodzie z innymi, ze względu na to iż mimo prowadzonego indywidualnego trybu życia i własnych poglądów – nie negują wartości i poglądów wyznawanych przez pozostałych. Ten gatunek można śmiało nazwać – światowym. Obok ,LOTNIKÓW, – mamy światowców-podróżniczków poszerzających swoje horyzonty  przez zaliczanie kolejnych punktów na mapie, co często ma niewiele wspólnego z własnym globusem umieszczonym na karku.

Po przeciwnej stronie barykady mamy grupę / nr.2 /, którą określa się,, towarzystwem wzajemnej adoracji,,-  do której wciskanie się z własnymi – innymi niż wyznawane przez grupę poglądami, można porównać do próby zawrócenia rzeki kijem / KIJEM…chociaż jak zwał tak zwał…można i ręką… /. Gwarantowany sukces jest taki, że po krótkim okresie zapoznawczym, stajemy się persona non grata, czyli delikatnie mówiąc – niemile widziani, ponieważ burzymy umysłowe struktury organizacyjne takiego towarzystwa. Można  byłoby użyć słowa klan,  chociaż bardziej pasowałby w tym miejscu – KLON – ze względu na panującą jednorodność ,,świato-poglądową,, , chociaż niewiele ma to wspólnego ze światem rozumianym jako nadrzędna całość. Ta jednorodność ma charakter stały lub chwilowy, bo nie zawsze…to co w myśli – jest jednoznaczne z tym co na zewnątrz na języku.

I tak płynnie przeszliśmy do grupy 3, która związana jest  właśnie z płynnością i przepływem, ale nie ze względu na umysł otwarty na poglądy  innych, ale ze względu na ewentualne korzyści, jakie można odnieść w związku z utrzymywanymi  ,,zawodowo-przyjacielskimi,, stosunkami . Będą to wartości wymierne  określane jako dobra ,,materialne,,,  albo niewymierne = niematerialne, gdy rośnie nasze ego-poczucie wartości, zamiast poczucia własnej MOCY /albo zwyżkują oba jednocześnie- co przejawia się w podniesionym sztucznie ego-nastroju/.

Stąd mamy już nie  krok, ale przepaść dzielącą nas od pojęcia przyjaciel, bo…

….przyjaciel to osoba, która sprawdza się w potrzebie, a nie w mowie. Można nim być chwilowo, jednorazowo, wielorazowo w stosunku do wielu ludzi lub tylko jednej osoby- zarówno z własnego kręgu lub w stosunku do obcych, którzy wzbudzają w nas sympatię. Przyjaźń nie zakłada wymiany usług, co odróżnia ją od typowej  ,znajomości,.

Wiadomości z dystansu.

Skoro  obejrzeliśmy / lub nie / polecany ostatnio film i udowodniliśmy SOBIE, że nie jesteśmy powierzchowni, to możemy przejść dalej…Dalej , w tym momencie oznacza NOWE WIADOMOŚCI. Mam dwie: dobrą – złą. Co dla kogo jest czym, to oczywiście sprawa osobistego podejścia.

To lecimy z tym….gipsem…

1.

Społeczeństwo funkcjonuje na 4 poziomach:

a. widzialnym – który tworzą wszyscy gdziekolwiek zarejestrowani i oficjalnie działający / pracujący zawodowo-domowo, uczący się i chwilowo dojrzewający do czegoś /

b. niewidzialnym – który tworzą niezarejestrowani gdziekolwiek i żyjący w typowej szarej strefie

c. widzialno – niewidzialnym – który tworzą zarejestrowani i żyjący w szarej strefie niewidzialnej dla pozostałych – z różnych nie tylko religijno-urzędowo-zawodowych odgórnych powodów, ale i z własnego wyboru /widzialni tylko częściowo/

d. niewidzialno – widzialnym – który tworzą niezarejestrowani, ale działający oficjalnie pod przykrywką tych z poziomu a.

W związku z p.1 wszelkie dane statystyczne biorą w łeb, bo nie uwzględniają całości społeczeństwa, a tylko jego ,,widzialny,, poziom . Dotyczy to również wszelkich uregulowań prawnych, które obowiązują tylko grupę społeczną , należącą do poziomu (a-d) oraz w niewielkim zakresie do poziomu (c) ze względu na odgórne lub indywidualne powiązania finansowo-egzystencjalne .

Przy czym pojęcie ,,szara strefa,, w tym ujęciu związane jest nie tylko ze sposobem prowadzenia działalności gospodarczej /bez odprowadzania podatków / i sposobem zarobkowania /na czarno/,  ale i z innym duchowo-niefilozoficznym  stylem życia…

2.

WOLNOŚĆ to brak zależności = uzależnienia. W związku z tym jeżeli indywidualnie/ rodzinnie/państwowo/regionalnie nie panujemy nad:

- sobą / osobistymi pragnieniami, chęciami, marzeniami itd./

- pieniędzmi

- szkodliwymi nawykami / indywidualnymi, zawodowymi, rodzinnymi, narodowymi, religijnymi, itd./

- przyzwyczajeniami /j. wyżej/

- tradycjami

- itd.

jesteśmy niewolnikami wyżej wymienionych. Mamy wtedy do czynienia z przerostem formy nad treścią, bo w/w elementy dominują nad danym człowiekiem/ rodziną/ narodem/regionem . Przejawia się to między innymi w :

a. naginaniu prawa i braku równości wszystkich obywateli wobec niego /są równi i równiejsi z racji przynależności do określonej grupy stanowiskowo -relig.-społ.-zawod./

b. podporządkowaniu się  jednostce/państwu/grupie – która posiada pieniądze

c. utracie indywidualności = tożsamości osobistej/narodowej/itp.

d. oderwaniu od rzeczywistości / tj.chwili obecnej/ np. z racji dominacji tradycji religijno-historycznej nad teraźniejszością

itd. w zależności od tego nad czym nie mamy kontroli jako człowiek/rodzina/naród/ państwo.

*

WOLNOŚĆ to niezależność w podejmowaniu decyzji od w/w uwarunkowań osobniczo-gatunkowo-historycznych.

Tylko wybory podejmowane w oparciu o niezależną myśl są prawymi = zgodne z prawami Natury.

W związku z TYM, że coraz bardziej się od niej oddalamy i dla podkreślenia, że wszystko ma dwie strony – warto zauważyć, że :

1. im głębiej się sięga w przeszłość historyczną , tym więcej jest tam wolności… – w odniesieniu do państwa.

Średniowiecze w porównaniu do czasów współczesnych ze względu na niewielkie możliwości  kontroli  jednostki przez państwo – zdaje się być Światłością, a obecne czasy – CIEMNOŚCIĄ…

2. im głębiej się sięga do okresu wczesno-dziecięcego, tym więcej tam wolności… – w odniesieniu do człowieka .

W dorosłym życiu już nie robimy czegoś co robiliśmy wcześniej – z racji przyjętych przez nas środowiskowych form zachowań, savoir-vivru czy innych dress codów.  Mówimy, że wyrośliśmy z czegoś, że nie wypada itp. w związku z tym te zachowania – dziecięce=naturalne /nieszkodliwe/- a odbiegające od wyznawanych przez nas w danym momencie norm i form – traktujemy jako dziwactwa czy ekstrawagancję czy hamujemy się w wyrażaniu siebie / np. taplanie się w kałużach/, nie chcąc wyjść na ,,głupka,, w oczach innych.

*

Obecna ,,cywilizacja,, to stan wzajemnych zależności i powiązań, które prowadzą w dwóch kierunkach albo-albo:

1. uzyskania dominacji nad innymi lub stania się,, niewolnikiem,, indywidualnie/państwowo

2. zachowania własnego indywidualizmu – w możliwie najszerszych granicach, w ramach istniejących zależności tj.  powiązań rodzinno-państwowo-gospodarczych

Dlatego nie mówmy o WOLNOŚCI – zanim nie staniemy się jak dzieci…jako jednostka, państwo, świat, bo to urąga wszelkiej LOGICE.

A ku czemu zdążają tzw. młode demokracje lub przed czym się bronią inne państwa/ regiony …o tym wycinkowo traktuje  film….Zwróćmy  też uwagę na kwestie prawne, kontroli, i opieki …nie tylko ,,społecznej,, …obok dylematów natury psychologiczno-moralno-duchowych…

I pamiętajmy, że to co oglądamy,czytamy, słyszymy – nie zawsze ma wiele wspólnego z prawdą = rzeczywistością, choć może:

1. na nią pośrednio lub bezpośrednio wskazywać

2. wskazywać na przewidywalne konsekwencje czegoś

Do lekkich ,,obrazów,,  to nie należy….

Diabelskie o-sądy.

Jest takie powiedzenie:,,każdy sądzi według siebie,,. Oczywiście nie będę się rozwodzić nad oczywistością i ,,widzialnym,, czyli łatwo zrozumiałym aspektem tegoż stwierdzenia, tylko je zaznaczę. Natomiast jest jeszcze  ten drugi – zwykle pomijany /= niewidzialny/.
I. widzialny – ogólnie znany aspekt oznacza że każdy z nas wydaje oceny na temat ludzi/życia/sytuacji/,,rzeczy,, w oparciu o:
- własne doświadczenia,wiedzę, posiadane zdolności i predyspozycje
- osobistą wrażliwość i poczucie estetyki
- przyjęte formy zachowań /= utożsamienie z czymś-kimś/
II. niewidzialny aspekt oznacza że nasza ocena – czyli to jak postrzegamy ludzi życie/sytuacje – daje obraz naszego umysłu i tego co nim rządzi  /= co w nim dominuje/. Co oznacza, że gdy dostrzegamy w danym momencie/sytuacji TYLKO to co uznajemy za zło w naszym odbiorze- uwidacznia się w nas ZŁO.

Gdy dostrzegamy coś, co uznajemy za pozytywne – w tym momencie nasz umysł jest zajęty przez DOBRO. Przy czym zwróćmy uwagę, że oba pojęcia ,,dobro-zło,, są subiektywne.

Zadałam sobie pytanie : czy jest istota która ŚWIADOMIE chciałby przejawiać ZŁO? Nie ma.
Przejawianie ZŁA, tj. takich zachowań, które osobiste sumienie i otoczenie uznaje za ZŁO-jest wynikiem NIEŚWIADOMOŚCI, którą określić można też słowem niepoczytalność **.
Jak przebiega proces?

I. Brak świadomości, czyli NIEŚWIADOMOŚĆ objawia się brakiem panowania nad własnym umysłem /= myślami/ i wypływającymi z niego ocenami, a często idącymi w ślad za tym, szkodliwymi chwilowo lub długofalowo, dla nas lub/i otoczenia – zachowaniami i działaniami.

II. Negatywne emocje pojawiają się, gdy poprzez indywidualne skojarzenie /co odbywa się na głębszych niedostępnych nam poziomach ,,indywidualnej pamięci,,/, uznamy że coś/ktoś stanowi dla nas zagrożenie oraz gdy nie widzimy tzw. drugiej strony medalu/całości/ –  wtedy pojawia się LĘK przed nieznanym.

A. Nie widzimy całości , czyli postrzegamy coś/kogoś jednostronnie  poprzez swój subiektywny odbiór wówczas gdy mamy rozbudowany egocentryzm.
Przesłania on nam część obrazu /stąd postrzegamy coś TYLKO jako pozytywne albo TYLKO jako negatywne/. Brak pełnej ,,widoczności,,  jest nieuświadomionym źródłem naszych wewnętrznych LĘKÓW wynikających z tego, że nie widzimy = nie wiemy wszystkiego.
Stąd też bierze się tzw. NIEZDROWA CIEKAWOŚĆ prowadząca do wyniszczających nas działań, w celu jej zaspokojenia.

B. Zaspokojeniu niezdrowej ciekawości służy instrument zwany KONTROLĄ, który daje ILUZJĘ= ZŁUDZENIE ,,panowania,, nad jakimś spektrum rzeczywistości /np.człowiekiem i Naturą/. Niestety jest to tylko ILUZJA, dlatego w rzeczywistości znajdzie się jej odzwierciedlenie /POZÓR czegoś/, a nie PRAWDA.

Jest to ZŁUDZENIE PRAWDY dlatego – iż to co jest widzialne nie zawsze jest jednoznaczne z niewidzialnym /np. myślami  innych ludzi/.

C. Poprzez KONTROLĘ – każdy egocentryzm /w tym religijno-państwowo-klasowo-poglądowy/- zabezpiecza swój instynkt PRZETRWANIA.
W momencie gdy czuje się zagrożony – odwołuje się do stworzonych przez siebie pozorów /posiadania wiedzy i siły/.

I tak kółko się zamyka…Bo jakie inne emocje mogą się pojawiać pod wpływem LĘKU , jak nie negatywne?

*

Skierowany na SIEBIE egocentryzm bazuje na ,,powierzchniowym,,/= niepełnym/ obrazie rzeczywistości/człowieka/sytuacji tj. dostrzeganych POZORACH i TO je się ocenia jako przyjemne lub nieprzyjemne, pożądane-niepożądane, ładne-brzydkie, głupie-mądre czy korzystne-niekorzystne - dla mnie /dla państwa /grupy społ.-światopoglądowej

I jak tu nie być ZŁYM ….na SIEBIE! Przecież to osobiście wyhodowany na własnej piersi egoizm przesłania nam całość rzeczywistości. A ,,zalewanie robaka,,/na różne dostępne sposoby/ poprawiające nam nastrój - przynosi ulgę…tylko tymczasowo. W tych właśnie momentach jesteśmy ,,DOBRZY,, i do rany przyłóż, gdy chwilowo przycicha /usypiamy nasze sumienie.

Więc nie udawajmy świętych, gdy  mamy ,,diabła za skórą,,.

Komunizm sportowy.

Znowu muszę się pochwalić…ze względu na  ten jedyny w swoim rodzaju multidyscyplinarny styl życia jaki prowadzę. Związany  jest on z dwiema nadrzędnymi dyscyplinami sportowymi :

1. prowadzeniem zapasów z życiem i leżeniem na łopatkach oraz

2. robieniem zakupów ,,na czas,,,

Ta sportowa ,,multipla,, plasuje mnie  na pozycji medalowej , ponieważ marzenia by jak najszybciej znaleźć się w pieleszach materaca do ćwiczeń  wpatrywania się w sufit / lub gwiazdy/  zi-szczają się na bieżąco – w takim samym stopniu jak regularność oddawanego moczu do muszli… spryskanej…. morską bryzą o równie aktywnym jak ja – bakteriobójczym działaniu.

Rozbiegany wzrok w poszukiwaniu:

- punktu zaczepienia dla kolejnej wzniosłej myśli  oraz

- zaprowiantowania na następne godziny treningu  stanu bezwładności

pokonuje w ciągu dnia trasę drogi mlecznej – z butelki  do filiżanki z ,,małą-czarną,,.

Podnoszenie ciężarów w postaci kołdry i własnych odnóży jest równie fascynujące jak rozpływanie się….w żółwim stylu zwanym  niezmąconym spokojem.

Kontynuując tak aktywny tryb życia –  wyciągnąć można płynące zeń stałe profity:

1. bezwysiłkowe spalanie kalorii

2. rzeźbienie sylwetki, która staje się materialnym dowodem na istnienie cielesnej nieoznaczoności

3. stabilizację szarych komórek na poziomie leżenia odłogiem

4. rzeczywistą równowagę w oddechowo-odbytowej wymianie gazowej 

O pozostałych suplementach chwilowo nie wspomnę…za wyjątkiem  tego jednego- biznesowo-niebiańskiego, a zamieszczonego poniżej . Skład tegoż środka wspomagającego  trawienie życia – nawiązuje do różnic  w sposobie  utrzymywania się na jego powierzchni. I  nie jest to  płytka ,,woda,, jak by się mogło zdawać na pierwszy rzut niewprawnego oka. Ono z pewnością nie dotrwa do końca , bo utknie na własnej mieliźnie.

Na zaawansowanych i wprawionych w nurkowaniu oraz pływaniu w głębokich wodach, czekają na dnie liczne perły, muszle oraz inne przegrzebki… które warto wyłowić z oglądanego filmu – bo skłaniają do refleksji nad kilkoma wychowawczo-zachowawczo- finansowymi dylematami i wielowymiarowością pojęcia ,,komuna,,… 

Niech się stanie…płytka głębia dla wytrwałych, czyli…

Taktowne osiągi.

Nie jest to co prawda ani ,,Top gear,, czy  inne ,,4 x 4,,, bo to już było…ale chciałam się pochwalić swoimi osobistymi osiągami w przyspieszeniu.

Ukrywanie się z  wynikami , byłoby wielkim nietaktem i jest w zasadzie niemożliwe chociażby ze względu na konieczność wypełnienia półek w urządzeniu z tabliczką znamionową wskazującą że mamy do czynienia z lodówką i że z tego powodu  trzeba wyjść w ,,świat,,. Sukcesy podzieliłam niestandardowo na 2: widzialne i niewidzialne.

Ten widzialny  jest związany bezpośrednio  z odruchem ssąco-żołądkowym i zwany jest ruszaniem…/ nie mylić z ruchaniem/… dupy na zakupy. Oczywiście potem wskutek tegoż poruszenia wypada jej ponownie dostarczyć niezbędnych kalorii. Nieco enigmatycznie, ale wspomniałam…

Do niewidzialnych gołym okiem osiągnięć należą:

1. przekroczenie granicy chorego rozsądku

2. tu można by było wyliczać w nieskończoność, ale stosownie przemilczę ze względu na  własną nieskromność

Skupię się  tylko pobieżnie na lekkoatletyce i otrzymanych wynikach  na dystansie 3 m :

a. – do toalety z przysiadem…. na desce klozetowej otwartej – 7 sekund , przy zamkniętej – 9 s. /obowiązujący czas strefowy to 9 sekund/.

b. – do czajnika pustego – 10 s

c. – do czajnika wypełnionego wodą – 8 s

d. – do kosza na śmiecie /= szafka ze zlewozmywakiem/ – 8 s

e. – do ,,lodówki,, – 8 s / a w przypadku uporczywego ssania – 2 s /

g. – do drzwi wejściowo-wyjściowych – od 4 s do 72 h /gdy pozwalają na to zapasy, okno otworzone na oścież, sprzyjająca temperatura i wilgotność/.

W momencie czynienia pomiarów – punkt startu /punkt odniesienia/ – pozostawał niezmienny – legowisko i przyjęta pozycja horyzontalna. Wysiłki poczynione nad zwalnianiem tempa życia nadal procentują, w odróżnieniu od bankowej stopy procentowej.

Z powodu tychże osiągów w prędkościach krótkometrażowych – nadałam sobie tytuł Lady Divy-Lenivy i obdarowałam się zapachem…….dla kobiety /FOR WOMAN /. Tak wiem że to brzmi dumnie, ale może jakoś przejdzie ten numer….

Nie powinno zatem nikogo dziwić, iż wygląd opakowania oraz motyw nawiązuje do w/w
przeze mnie biegowych osiągnięć, a nie do poroża ,,Cabana,, i wygląda tak…DSCN1711

A jak pachnie ,,KOBIETA,, niech to pozostanie chwilowo tajemnicą …bo to ulotne jest i uzależnione  od dwóch osób: tej , która wącha i tej , która jest obwąchiwana…Może to takie trochę psie skojarzenie, ale…niech tam…bo mając na względzie muzyczne – w odróżnieniu od dwutaktu spalinowego- mamy takt na 3, który wygląda tak :

1. nuta głowy: jamajski pieprz, purpurowa frezja

2. nuta serca: biały heliotrop, irański jaśmin, kwiat hibiskusa, róża bułgarska,nasiona Ambrette

3. nuta podstawowa: himalajski cedr, drzewo sandałowe, kadzidło** DSCN1718

Opakowanie sobie, a flakon…sobie,  co oznacza że na flakonie jest tylko kobieta /,,WOMAN,,/ i  już wiemy, że chodzi o SAMICĘ …. żółwia , która szuka…. na co wskazuje srebrna inskrypcja   z  FOR /=dla/… na opakowaniu .DSCN1733

W każdym razie tajemnicza ,,gadzina,, chodzi za mną już od dłuższego czasu, a sam zakup  wyglądał jak randka w ciemno, bo tester, który wąchałam / IN Woman /, miał gabaryty wskazujące, że to jest to samo co stało za nim… . Ale tak nie było…/jak się okazało na szczęście…../
Zakupiłam więc to coś…nieznanego mi / wskutek braku skupienia na szczególe FOR/. Gdy zabrałam się po kilku dniach do robienia zdjęć, sklepowa ,,mistyfikacja,, wyszła na jaw. W ten sposób sparowałam żółwie…DSCN0005  bo wspominałam przecież  wcześniej…o ulubionym kubku… A do tego jeszcze okazało się, że kompozycja idealnie zgrała się z używanym przeze mnie aloe dezodorantem z Rossmanna.

I tak sobie myślę, że może to jakiś znak z tym parowaniem jest…, że może w biurze matrymonialnym powinnam szukać pracy, albo skierować kroki do urzędu stanu cywilnego…?

** http://www.gandalf.com.pl/l/la-rive-for-woman/gclid=CKW47MPDl88CFRASGwodSXgF-g&gclsrc=aw.ds

Życiowa p-referencja?

Ponieważ od początku września znowu  wzbogaciłam się o czas wolny od pracy, a także przeważnie wolny od przemyśleń – skusiłam się ostatnio na obejrzenie 2 filmów w internecie. W tym jeden dzisiaj  po północy.

Nie ukrywam, że moje gusta są tak szczególne, że od ok. 5-6 lat, znużona samą sobą- przestałam  korzystać z tzw.  środków masowego przekazu – w tym ogólno-dostępnej literatury słownikowo pięknej i naukowo niesłownikowej oraz radiowo-gazetowej.

Wszelkie ,, Pytania na …,, i w innej porze niż obiadowej, przestały być przyswajalne przez mój organizm w takim samym stopniu jak  podniecające ,,inteligentne gulgotanie,,  w czasie spożywania posiłku, powodujące upstrzenia w okolicy twarzowej i nie tylko odzieży. Delektowanie się wyborną herbatą / tą otrzymaną w wianie od kolegi z dawnej pracy/ , ekspresową ,, Minutką,,,czy  inną małą czarną liściasto-fusiastą – bez mleka lub z…też nie powinno  być zakłócane mlaskaniem języka uderzającego o podniebienie z prędkością wyrażoną w jednostce towarzyskiej – słowo/minutę. W związku z tym gustownym brakiem wychowania, w które się wyposażyłam na dalszą drogę życia, musiałam kolejny raz porzucić swoje stare ubranko /tzw. zaprzeszłe ego/ na rzecz nowej ja.

Gdy przestałam ,,wrzucać w siebie,, ,bele-co, stopniowo  odchodząc…od wielu nie tylko rzeczy – wypadało  przerzucić się na coś innego. No to zabrałam się za ekologię. Przydrożne wiśnie,  śliwki i jabłka z  opuszczonego sadu i nadgryziona przez ślimaki sałata /sprawdzona pod względem przydatności do spożycia/, przydały mi blasku , a mojemu organizmowi dostarczyły wielu dodatkowych wzmacniających pierwiastków pochodzenia auto-mechanicznego.

Wróciłam też do czytania i oglądania….. Życia  ze sobą w roli głównej – co mi zdecydowanie lepiej SŁUŻY niż cokolwiek innego. I w związku z tą SŁUŻBĄ…chciałam polecić tak ,,ad hoc,,  film… ,, Kamerdyner,, bo ….

… tak ,,troszku,,  to mam z nim wiele wspólnego, a może i nie…I to przecież tylko moje subiektywne odczucie…że to komedia jest…

Systematyka rozwojowa.

Patrząc na zdjęcia, pomyślałam sobie, że w zależności od tego na co/kogo zapatrzyliśmy się w dzieciństwie, to w ramach  naturalnego naśladownictwa – tacy jesteśmy stale lub w przypadku tzw. umysłu kameleona – rozwijamy się w coś innego. Niestety /lub stety/ gdy mamy do czynienia z podziałem naturalnym , w którym istnieje równouprawnienie, określone powiedzeniem ,, z prochu powstałeś i w proch się obrócisz,, co dla nieuświadomionych w temacie oznacza  życie na planecie Ziemia, przynależność rodzajowa człowieka jest  inspirująco rozwojowa. Mamy nieprzebrane możliwości przyporządkowania się = zaszufladkowania, w zależności od naszych osobliwych zachowań i przejawianych cech charakteru. I zapomnijmy, że  jesteśmy gdzieś wyżej lub niżej  z jakiegoś powodu. Po prostu w danym momencie żywota, należymy do określonego typu przyrodniczego z racji posiadania jedynej w swoim rodzaju indywidualności  i prowadzonego stylu życia.  Zatem… systematyka ludności,  pod względem rodzajowym wygląda następująco:

1. płazińce, albo  płożący się, zwani też przedmiotowo – podnóżkiem

2. gady – o zróżnicowanym poziomie żarłoczności i oślizłości

3. świerszczyki – czyli  podróżniczki powietrzno-lądowe o zmiennej skłonności do stałości – wypływajacej z racji przemieszczania się

4. skoczki – nieokiełznane do czasu złapania się we własne sidła

5. spławiki – pływające lub zastygłe na powierzchni mniej lub bardziej bagienno-leczniczej

6. koczkodany – z przerostem upierzenia nad  treścią nieżołądkową

7. pustułki – o różnym stopniu przyswajalności przez otoczenie, w tym pustelnicy

8. nietoperze –  prowadzący ,,jaskiniowy,, tryb życia i śpiący z nogami w głowie lub głową w nogach, zwanej  też stylem  69

9. ropuszki – o różnym natężeniu ślinotoku i rechotu oraz ilości szczelin w dziąsłach

10. koniki morskie – spijające sól życia w środowisku, w którym aktualnie przebywają

11. rybki  -  nie tylko te świeże z ,,ikrą i skrzekiem,,  ale i te zakonserwowane / zabezpieczone w różny sposób…w tym przez z/u-wędzenie

12. itp. , itd…można by mnożyć podziały, ale w zasadzie jest to zbór skończony…. w momencie rozstania się z własnym ego-umysłem, kiedy z różnych powodów podlegamy WSZYSCY JEDNEMU…. ,, przewracamy się w grobie,, , a tam  nasz rozwój przebiega na zupełnie innym poziomie….To rozkład na czynniki pierwsze.

Miłego dnia.

Widzialne-niewidzialne.

Nie bawiąc się w owijanie w bawełnę…i mydlenie oczu, stwierdzam z całą stanowczością iż  za pomocą osobistego cielesnego wyposażenia, zwanego ,,gołym okiem,, właśnie zrozumiałam co oznacza pojęcie ,,zakrzywienie czasoprzestrzeni,,. Przyglądając się zdjęciu, które pyknęłam w chwili  rozleniwienia – w ramach regeneracji sił nadwątlonych w ostatniej pracy, a  zamieszczonemu obok - DSCN1694zauważyłam iż w jego dolnej części  znajdują odbicie  w wodzie nie wszystkie elementy, które są widoczne na górze zdjęcia, a znajdujące się w rzeczywistości / budynki za drzewami/.

Zatem wczuwając się głębiej  w  obserwowaną przestrzeń doszłam do wniosku, iż BRAK dokładnego odwzorowania  tego co istnieje w realu świadczy o zakrzywieniu czasoprzestrzeni…Być może mojego umysłu też…tak przy okazji….Podsumowując… WIDOCZNY BRAK  jest NIEWIDOCZNYM zakrzywieniem czasoprzestrzeni….Ale jazda!

Ps. Czy ktoś ,,czuje,,  o co mi chodzi? A może to tylko moje.. skrzywienie….spacerowe?

DSCN1687

Sztuka dla sztuki?

Sztuką jest zrobić coś z niczego, ale istotne są motywacje jakie nam przyświecają. Czy :
1. tworzymy coś co lubimy z racji naszych zainteresowań  i dysponujemy wolnym czasem – gdy mamy zabezpieczony byt
2. tworzymy coś co jest użyteczne /funkcjonalne/ z powodu potrzeby życiowej
3. nabywamy za niewielkie pieniądze coś używanego /np. targ staroci /, co jest nam chwilowo potrzebne i wykorzystujemy ,,na swój sposób,,

W efekcie otrzymujemy coś co jest skutkiem w/w punktów 1-3:
1. pracochłonne i kosztowne, o walorach mniej lub bardziej estetyczno-użytkowych
2. pomysłowe i przydatne – a przez to nie wymagające większego nakładu pracy i środków, bo i tak wystarczająco narobimy się codziennie fizycznie lub umysłowo
3. stosunkowo tanie i niepracochłonne, ale wymagające od nas posiadania wyobraźni ,,użytkowej,, /czyli… jakie może być inne zastosowanie czegoś /

Ps. Przywróciłam kilka poprzednich wpisów…jakby co…

Bajkowo…ale czy…bajecznie?

Dzieją się dziwne rzeczy…a mianowicie chodzi mi o dążenie pewnej grupy ludzi do stworzenia ścisłych podziałów  społecznych pod względem majątkowym . Nie jest to niestety podział Naturalny, bo ten przebiega nieco inaczej…i jest odczuwalny w skutkach jako:

1. stan zadowolenia wewnętrznego

2. stan  niepokoju, przejawiający się w nerwowości pojedynczych osobowości i stylu prowadzonego  życia

Być może, za chwilę będzie wiadomo co tak naprawdę oznacza białe a co czarne…ale póki co – jak przebiega proces ,ekstrakcji, *… w dwóch odsłonach…

I.

Na rynku pojawia się coraz więcej  bezużytecznych nowinek, poczynając od żywieniowo-suplementująco-kształcących, które nie tylko zaśmiecają to co PROSTE I CZYSTE  = łatwe w użyciu  / a przez to dostępne dla wielu /,  ale poprzez swoją nieprzydatność za wyjątkiem  jednej czy dwóch funkcji – wręcz utrudniają życie. Zwłaszcza gdy są odgórnie narzucone, np.  zmiany w poczcie elektronicznej, nowa forma czegoś starego – jakieś bardzo specjalistyczne oprogramowanie  o określonych wymaganiach systemowych czy zupełnie zbędnych dodatkach /gdyby to dokładniej przeanalizować / i wiele – wiele innych , a mające na celu / świadomie lub nie/ wyniesienie ,,na szczyt,, określonej grupy ludzi.

Niestety, bycie na piedestale ze względu na zdobyte w  sposób  NIEUCZCIWY pieniądze, gdy żeruje się na NIEWIEDZY INNYCH, nie czyni z nas MĄDRYCH lecz czyni z nas WYŁUDZACZA. Nie ma to nic wspólnego  ani z byciem ZARADNYM życiowo, ani z byciem OTWARTYM na nowe, a jedynie świadczy o ograniczeniu naszego wąsko-wyspecjalizowanego umysłu do sprawy pieniędzy i specjalizacji w… żerowaniu…na pozostałych niekumatych w danym temacie.

A ponieważ w przyrodzie nic nie ginie to…

….dla równowagi – ten sam PROCES przebiega  wówczas ze strony  tych usadowionych /z naszego punktu siedzenia / niżej ,,na drabinie,, społecznej , bo  nie jesteśmy przecież OMNIBUSEM, skoro tak się wyspecjalizowaliśmy. A nawet jeżeli już się za takiego/taką  uważamy – to jesteśmy ograniczeni np. brakiem doświadczenia we wszystkim czy wręcz subiektywnymi wykluczeniami – to jest rzeczami,  których  nie podejmiemy się zrobić np. ze względu posiadane pieniądze, bo zrobią to za nas ci, którym zapłacimy.

Dlatego  nie łudźmy się, że jesteśmy gdzieś ,,na górze,, z jakiegoś tytułu /powodu/. Jesteśmy albo w jednorodnym świecie drapieżników / jawny i skryty egocentryzm osobisty lub grupowy /, albo w świecie żyjących w symbiozie z innymi.

*

Posiadanie WALORÓW** zdobytych wskutek żerowania,  z jednej strony daje pewną swobodę , ale za to w pewien sposób ogranicza nasze chęci do rozwijania się w innych dziedzinach niż te, które znamy i lubimy. Oczywiście jeżeli jakieś zainteresowania w ogóle posiadamy prócz wpatrywania się w ekran, zadrukowany papier, czy przesiadywania przy alkoholu samotnie tudzież w koncertowo nieciekawym towarzystwie. Stąd też pochodzi nasza wszelka ograniczoność – do czasu – dopóki życie nie zmusi nas do podjęcia dodatkowych działań i osobistego rozwoju w innej dziedzinie  niż nasza dotychczasowa specjalizacja.

II.

Innym aspektem  życia jest żerowanie na uczuciach. Ważne przy tym jest, by osoba dawcy w miarę szybko ocknęła się ze słodkiego lepu, na jaki dała się złapać…zanim nie zostanie całkowicie pozbawiona życiowej energii przez  otoczenie, w którym przestaje się wszystkiego chcieć….W tym….wiadomo czego też…co objawia się  widocznymi symptomami…i znajduje odzwierciedlenie w stanie zdrowia…między innymi poprzez symptom przyciągania ziemskiego , gdy pewien czuły organ nie jest w stanie przezwyciężyć siły grawitacji…/Pomijam tu fakt kiedy sami własnym stylem życia i nieumiarkowaniem doprowadzamy się do ruiny…- co jest rzeczą zupełnie ,,naturalną,, gdy większość życia prowadzimy na poziomie drapieżnika/.

*

Żerowanie na innych związane jest z nieopanowanym lękiem o przeżycie. Tak uwidacznia się głęboko skrywana SŁABOŚĆ. W momencie gdy człowiek jest w równowadze, zaufanie do SIEBIE i własnych możliwości  czyli otwartości na życie  - znosi a raczej stabilizuje  nasz lęk o przetrwanie na właściwym poziomie, a tym samym mamy kontrolę nad własnym instynktem DRAPIEŻCY.

Skutkiem braku panowania nad sobą jest taka zależność – im więcej posiadamy z tego tytułu   – tym większy lęk, bo mamy więcej do stracenia niż inni. Tak napędza się spiralę strachu  własną lub rodzinno-korporacyjno-firmowo-religijną. Stąd rodzi się też potrzeba zabezpieczenia danego stanu posiadania poprzez stanowienie mniej lub bardziej życiowego prawa zabezpieczającego interesy  tylko określonej grupy ludzi…tej bardziej strachliwej.

*

Wrócę teraz do wcześniejszego tekstu / ,,Wnioski nieduchowe,,/ . Etapy rozwoju osobistego człowieka  podzieliłabym na :

1. okres niemowlaka i wczesnego dzieciństwa – gdy żyje się w zgodzie ze sobą /nieświadomość świata i rządzących nim praw/

2. etap kultywowania jakiś tradycji

3. etap ego-rozwoju, nazwę go tu osobistym ,, rozwojem,,:

- wygodnictwa,

- bycia pogryzionym,

- grzeszności

I dobrze byłoby nam wrócić do TEGO czasu niewinności..dziecka …..jeszcze za życia…

Dlatego warto przemyśleć w jakiej bajce chcemy żyć…Czy  w sidłach strachu i żerowaniu na bliźnich?  Czy nie lepszy jest spokój ducha i życie w wewnętrznej zgodzie?

* wyodrębnianie składników …  lub dokładniej: /https://www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=ekstrakcja

** = pieniądze

Trala…la…la… La…

W związku z ciągiem dalszym  do poprzedniego wpisu…pragnę poinformować iż zakochałam się…

Nic na to nie poradzę, że chciałam wyjść, ale dopóki się nie wypróżniłam…nie mogłam się ruszyć……Ha, a jest to wpis na temat hmmm…. ale…. na miłość nie ma mocnych, więc możecie nie czytać, jeżeli was moje intymne sprawy nie interesują…chociaż….będzie powolna rozbieranka, więc tym zwiedzionym na pokuszenie polecam głęboki oddech zamiast papierosa czy innego dłubania przy pryszczu  lub drapania się po głowie…

Zainspirowana poprzednią wymianą zdań i ,,śledzeniem,, pachnącego bloga / nie wiem czy nazwę mogę wymienić, bo nie zapytałam /- postanowiłam pokusić się../cóż za diabelskie słowo/ o przekazanie własnych wrażeń związanych z obcowaniem z muzyką…Natury. Mamy tu bowiem do czynienia z PEŁNIĄ….zarówno za dnia jak i w nocy…

PEŁNIA  obejmuje skromnie tylko 3 linie / zamiast 5-ciu/  i tylko po kilka nut na każdej  z nich. Oto one :

1. – Nuta /linia/ głowy: dzięgiel, lawenda, mięta, bergamotka i kardamon

2. – Nuta/linia/ serca: kwiaty pomarańczy, kminek

3. – Nuta/linia/ podstawowa: drzewo sandałowe, fasolka tonka, ambra, wanilia i cedr **

i oczywiście niezbędny jest klucz wiolinowy /flakon/.

Rozbierankę zacznę od okrycia wierzchniego jakim jest zewnętrzne opakowanie…/ zdjęcia amatorskie własnej produkcji, hi, hi.., także jakość… jest jaka jest…/…

DSCN1706

To brąz…który kojarzy mi się oczywiście z pniem drzew… i  LASKĄ………./hi, hi/ … wanilii. Wiem, że nie jestem odkrywcza,  ale …ale to nie jest taki sobie zwykły….brąz…To odcień, w którym zawiera się czerwień czakry podstawy, chociaż dopatrzeć się tam można i odrobiny czerwonej fasoli…Czy tak wygląda fasola tonka / nuta.3 / – nie wiem – zawsze można poszukać w google w celu uzupełnienia wiedzy, ale że… fasolkę ogólnie lubię, byle nie przed wyjściem do ludzi, więc nic dziwnego, że dostrzegam ją w tym odcieniu…Uzyskany w ten sposób  brązik – z lekko zaznaczonymi drzewnymi słojami – połączony jest z odcieniem  złota oprószonego bielą. Tak uwidocznił się  motyw graficzny i literki , że nie wspomnę o ich wyczuwalnym pod palcami tłoczeniu.

Kolor   przypomina mi również cukier waniliowy, więc i owszem… wszystko GRA…Jest bosko! Jakby mało było tego…to jeszcze ta ambra…

Ambra jest ponoć wydzieliną kaszalota z przewodu pokarmowego…Nie widziałam – nie będę się wypowiadać, ale jeżeli uznam się za kaszalota, to mogę przypuszczać iż może przypominać jakąś żółć..co by w pełni uzasadniało użycie złotej kolorystyki / kwestię zapachu – w tym kontekście – kulturalnie przemilczę/.

Co do motywu graficznego mam osobiste skojarzenie z głową i porożem, ale nic dziwnego, bo odkąd je porzuciłam…zaczęło mi się podobać…

Nie będę się dalej zagłębiać w resztę zewnętrznego ubranka, podkreślę jedynie, że świetnie dobrane proporcje i rozmieszczenie oraz dodatkowe  NIEPRZESADZONE motywy ozdobne skusiły mnie do sięgnięcia do środka…i delektowania się zapachem wymienionych powyżej NUT /1-3/.

Nad flakonem -/ bezpośrednim ciele dla wspomnianej ,,aroma-muzyki,,/ , nie ma co się dłużej rozwodzić, bo wanilia, pomarańcza, bergamotka i kardamon – wystarczająco łechcą podniebienie mojego powonienia. W każdym razie dodam jeszcze, że zmatowiony brąz –  z pozostawionym głównym /,, zdradzieckim,,/ porożem  - wypośrodkował przejście z eleganckiego opakowania do subtelnego płynnego zapachu wypełniającego  szklane wnętrze z atomizerem.DSCN1721

Powiem, tak … Jak dla mnie CYCUŚ, ale …. że zapach jest dla mężczyzn /for men/, to może by tak….FIUTUŚ ???? W każdym razie kupiłam dla siebie, a to uprawnia mnie do użycia cycusia.

Podejrzewam, że trwałość wszystkich zapachów i tzw. projekcja jest indywidualna, ze względu na punkty / 1-5 / wymienione przeze mnie w poprzednim wpisie i ze względu na miejsce użycia…/ na własnym ciele /… bo czego to ludzie nie wymyślą…

DSCN1705A niech tam, dodam jeszcze jedno zdjęcie…zatem……………… VIVAT  LA RIVE…Bo bohaterem dzisiejszego wpisu był/a ….CABANA /co oznacza…klatka plażowa albo chatka/.

** http://www.perfumy.pasaz-handlowy.com/la-rive-cabana-woda-toaletowa-tester-90-ml-p-3043.html

Pod wpływem…

Będąc pod wpływem…

…rozmowy na tematy zapachowo-modowe doszłam do takiego spostrzeżenia…. Na codzień mamy do czynienia z brakiem rozróżnienia co do dwóch spraw:

I. z byciem naturalnym – byciem sztucznym

II. z byciem ubranym gustownie – bezguściem

A tak mają się one do siebie…

Przez bycie naturalnym, uważam stan kiedy ,, prowadzimy się dobrze,, tj. odżywiamy się odpowiednio do potrzeb naszego jedynego w swoim rodzaju organizmu podtrzymując jego zdrowie oraz nie ingerujemy w narzucone nam ,urodzinowo, przez Naturę cechy zewnętrzne. Indywidualna waga i dieta dostosowana do:

1. naszego kośćca /grubość i wytrzymałość kości/

2. stylu życia /powolny-szybki/

3. tego co robimy – czynność umownie zwana pracą / fizyczna-umysłowa-przeważnie siedząca/

4. trybu życia /zrównoważony czy wykańczający /

5.  oraz indywidualnej  ilości czasu przeznaczonego na sen / uzależnione od p.4/

- mają decydujący wpływ na jego stan / zdrowia ciała i pogody ducha/, a przez to też na nasz wygląd zewnętrzny. Im bliżej jesteśmy własnej Natury-tym lepiej.

Przy czym przez BYCIE NATURALNYM :

1. w kontekście naszej osobowości rozumiem, że żyjemy w W ZGODZIE ZE SOBĄ, a przez to i z otoczeniem / wówczas nie ma powodów do konfliktów – jesteśmy ,, na tak,, , co wcale nie stoi w opozycji do umiejętności zaznaczania własnych granic przez bycie asertywnym / skrótowo: umiejętność mówienia własnego  i przyjmowania czyjegoś ,,NIE,,/

2. w kontekście stroju oznacza to, że dobrze czujemy się w tym co na siebie włożymy, bo p.1 gwarantuje nam równowagę i brak ekscesów określanych mianem ekstrawagancji, która razi otoczenie / chyba że gryzie nas zazdrość – to wtedy nie ma przeproś, zawsze się do czegoś przyczepimy/  i  raczej wzbudza się zainteresowanie pozostałych – tych nie zgryźliwych – ze względu na to ,,COŚ,, bliżej nieokreślone a ukryte w prostocie naszego stylu, bo zgodnego z naszym wnętrzem…

Bogactwo naszego wnętrza – w tym ujęciu, nie ma  nic wspólnego z ilością przeczytanych książek, obejrzanych filmów czy zdolnościami podpartymi dyplomami i innymi przymiotami np. płatniczymi – bo są to wspomagacze – DOPALACZE naszego ego – umysłu.

W przypadku braku ZGODY WEWNĘTRZNEJ / bycie sztucznym / –  zawsze coś nas gryzie i mamy do czynienia z sytuacją, że to co nosimy sami i inni podlega kryteriom oceny jako:

a. gustowne – niegustowne

b. modne – niemodne / w typowym rozumieniu / tj. że jesteśmy modni gdy ulegamy wpływom / naśladownictwo ogólnych trendów/, które preferuje większość społeczeństwa z podziałem na grupy płciowo-wiekowo-wagowe itp. tzw. standaryzacja /,, unifikacja,, /- a w związku z tym – podział na to co:

-  WYPADA – NIE WYPADA  w zależności od miejsca, czasu / okazji / i towarzystwa

Podlega TO, jak i pozostałe dziedziny życia, oczywiście subiektywnej ocenie tej części społeczeństwa, która chwilowo zamiast zająć się sobą / tj. dążeniem do  bycia naturalnym/, zajmuje się INNYMI.  Przyjmuje się wtedy za coś ,,naturalnego,, wyrażanie własnego zdania w tym zwykle krytycznego, nie patrząc np. na subiektywność własnej oceny /czy grupy podobnych sobie osób/…

No i pozostało mi …zająć się SOBĄ….  skoro już wyraziłam WŁASNE zdanie w tym temacie….Aha….żebym nie zapomniała… dbanie o siebie to już zupełnie inna sprawa…i rzecz jasna, też wymaga  podziału na czynniki pierwsze…

Wnioski nieduchowe.

Jeżeli ludzie praktykują jakąś religię to albo-albo:

1. z powodu szukania spokoju ducha, czyli z potrzeby rozgrzeszenia

2. z powodu kultywowania tradycji

3. z powodu wygodnictwa

W związku z tym pozostali albo-albo:

1. gryzą się w cichości ,,ze sobą,, samym

2. żyją w spokoju ducha

Dlatego warto się zastanowić do jakiej grupy należymy…bo to nam wiele mówi o nas samych i otoczeniu /między innymi o tym w którym przebywamy/.

Na tej podstawie można dokonać podziału ludzkości na:

1. będących  w zgodzie ze sobą

2. grzeszników

3. tradycjonalistów

4. pogryzionych

5. ustawionych w życiu

Czy jeszcze jakaś opcja polityczna wchodzi w grę?

Zaległe rozpoznanie.

Walę prosto z mostu, bo mi się wreszcie wyklarowało w czym tkwi gwóźdź programu – z racji kwitnienia po decyzji o odejściu  z ostatniej pracy…Jak to człowieka może przymulić…Ale zostawmy osobiste wstawki…i przejdźmy do meritum:

1. Miłość to uczucie i należy do sfery niewidzialnej=niematerialnej, czyli do sfery ducha.

2. Upodobanie = zauroczenie to  subiektywne wrażenie, powstałe wskutek namacalnych / materialnych/ bodźców odbieranych przez zmysły, którymi posługuje się nasze ciało – odbieranych jako coś dla nas przyjemnego.

Wskutek NIEWIEDZY bierzemy za UCZUCIE – ego-zauroczenie  związane z napływającymi bodźcami mile łechcącymi  nasze indywidualne poczucie estetyki , kieszeń czy inny aspekt seksualny,  podczas gdy uczucie wiąże się z wyborami dokonanymi na poziomie duchowym.

Uczucie – to taka siła, która sprawia, że aspekty zewnętrzne /związane z odbieranymi bezpośrednio bodźcami/  schodzą na drugi plan, ponieważ przyćmiewa je NIEWIDOCZNE. Zejście na drugi plan oznacza, że zachowania i potrzeby wypływające z instynktowego ego-umysłu zostają  zepchnięte do roli ,,sługi,, / stają się podrzędne/ czyli wreszcie znajdują się na SWOIM MIEJSCU – w niższym ja, nad którym panuje siła wyższa – siła uczuć. Dlatego właśnie znika rozdzielenie między partnerami i przyczyna nieporozumień oraz konieczność kompromisów i poświęcania się jednej ze stron.

Powyższe wyrzeczenia związane są z relacjami drugiego typu  - kiedy chwilowo potrzeby czyjegoś indywidualnego ego-umysłu stawiamy na piedestale.Konsekwencją popełnionego błędu jest oglądanie się za innymi, zmiany partnerów, cierpienie /będących w związkach/, odbierane też jako poczucie samotności, niezrozumienia itp.i co określa się ogólnie słowem ,,niedopasowanie,,.

Ponieważ ludzie wiążą się ze sobą z różnych – tylko im znanych powodów – nie warto udawać miłości i usilnie tworzyć rodziny gdy jej nie ma… naśladując otoczenie, bo to oznacza , że dzieci powstałe z takiego związku – będą narażone na konflikty i negatywne emocje lub chłód płynący z czysto-rozsądkowej relacji, mimo SILENIA się na uczucia i zastępowania ich nadopiekuńczością /różnie pojętą i przejawianą/.

Dzieci poczęte bez miłości do partnera…są  świadectwem  grzechu* /nie oszukujmy się/, zwłaszcza gdy przyświecały nam egoistyczne pobudki. W związku z tym nie domagajmy się potem od nich szacunku, bo nie jesteśmy dla nich żadnym autorytetem…Jedyne na co ewentualnie możemy liczyć / a i to nie zawsze/ to to że będą odgrywać wobec nas swoją rolę syna/córki z racji istniejących papierowych powiązań, ale nie z racji uczuć…

* pod tym pojęciem rozumiem  to co nas gryzie od środka /przeszkadza nam w byciu całością = sobą/ i nie zawsze wiemy o co chodzi, bo stosujemy środki przeciwbólowo-zagłuszające w niezdrowej postaci…

Tao życia i naturalny umysł.

Życie można podzielić na dwa elementy wzajemnie się przenikające:

a. świat zewnętrzny – widzialny / umownie/, związany z czymś co nazywamy ciałem/=materią/ i odbierany ,,zmysłami; związany z instynktem zachowania poszczególnych gatunków roślin i zwierząt oraz zachowaniami płynącymi z indywidualnego ego-umysłu /w ramach tychże gatunków/.

Rozwieję, tak przy okazji, nasze ludzkie  poczucie wyższości…Nie tylko człowiek ma swoje ego-upodobania…Świat komórkowo-roślinno-zwierzęcy również…i kieruje się również  swoimi odrębnymi prawami…  co niby jest takie oczywiste, ale nie wiadomo dlaczego traktujemy siebie jako gatunek  jako coś LEPSZEGO …mimo że TYLKO człowiek przejawia zachowania destrukcyjne w stosunku do siebie i środowiska w jakim żyje. Jeżeli to oznacza LEPSZE, to dziękuję bardzo, ale WOLĘ… GORSZE.

b. świat wewnętrzny –  niewidzialny, zwany światem  duchowym

Z racji posiadania  ego-umysłu czyli osobistego urządzenia nadawczo-odbiorczego, odbieramy informacje z gatunkowego  pola świadomości /niewidzialnego / i postępujemy mechanicznie /instynktowo/ odtwarzając stereotypowe zachowania gatunkowe, oraz te wyuczone – poprzez naśladownictwo otoczenia. W tym oczywiście zachowania dla nas szkodliwe, które przynoszą nam cierpienie.

Pod wpływem doświadczeń życiowych uczymy się dokonywania wyborów, w celu unikania nieprzyjemnych dla nas sytuacji…Taki jest NIEWIDOCZNY sens i cel  ludzkiego życia, które prowadzi nas do bycia w zgodzie z Naturą, bo  taka właśnie jest NATURA ŻYCIA. Jest DOBREM= MIŁOŚCIĄ = S-POKOJEM /ZGODĄ/. 

*

NATURA */ =ŻYCIE/  jest uporządkowana i  temu celowi służą wszelkie indywidualne doświadczenia życiowe. Mają nas uporządkować /nasz ego-umysł/ , po to byśmy WYRZUCILI z niego te programy, które są zbędne, czyli to co nam W NAS przeszkadza, a z powodu czego cierpimy . Usuwając to – zyskujemy czystą przestrzeń czyli ,,dysk bez wirusów,, tzw. lekką głowę, bo bez balastu utrudniającego nam życie, który do tej pory samoczynnie wałęsał nam się po,, pokładzie,, przesuwany falami negatywnych emocji. Ten uporządkowany stan umysłu związany jest z LOGOSEM /LOGIKĄ/ i przynależy do NATURY. Jest pierwotnym stanem UMYSŁU, zwanym CZYSTYM UMYSŁEM.

Ponieważ NATURA jest strukturą uporządkowaną –  w związku z tym jest przewidywalna. To co jest przewidywalne – jest ZNANE /czyli dostępne/.

- To co jest nam ZNANE, jest przez to ,,bliskie,, i  nie sprawia kłopotów…

- To co nie sprawia kłopotów – jest uważane za LEKKIE i wiąże się z lekkością Życia.

Brak kłopotów  to brak cierpienia .

Życie w cierpieniu jest wbrew Naturze, mimo że dla wielu osób stało się całkiem nieświadomie stylem życia…

*

To co przejawia się = jest widoczne w świecie zewnętrznym –  pokazuje nam w jakim stopniu gatunkowe pole świadomości ludzkiej przynależy do NATURY, a w jakim stopniu od niej odbiega. To samo dotyczy indywidualnych ludzkich osobników. To jest – nasze życie osobiste, to ile w nim jest tego co odbieramy indywidualnie jako cierpienie,  pokazuje = odzwierciedla  stan naszego ego-umysłu i stopień jego uporządkowania.

Wnioski odzwierzęce.

Człowiek to zwierzę i dlatego w trakcie życia uczy się zaznaczania własnych granic /psychicznych i fizycznych/:

1. tych – do przekroczenia

2. tych – w ramach których czuje się bezpieczny

*

Indywidualna wrażliwość czyni dla nas zachowania innych ludzi – łatwymi lub trudnymi do zaakceptowania. Kolejne sytuacje życiowe, które pojawiają się – pokazują nam  czy postępujemy zgodnie ze SWOJĄ linią /drogą/ życia.

*

Przyzwyczajanie się do tego co negujemy wewnętrznie, jest postępowaniem wbrew własnej Naturze i prowadzi w stronę utraty równowagi  i skrajnych zachowań. Tak człowiek poznaje siebie.

Długotrwałe ,,wystawianie się na próbę,, jest bezpośrednią przyczyną chorób.

Stopniowanie zażyłości.

Stopnie egoizmu w związkach międzyludzkich:
1. Lubię…. /to i to/ – sympatyczno-informacyjny stopień podstawowy
2.To mój/moja/moje – uwypuklająco-ostrzegawczy stopień wyższy
3. Zostaw to – nerwowo-uzurpujący stopień najwyższy
4. Separacja z /kimś/czymś/ –  rozwojowo-wypoczynkowy stopień tymczasowy
5. Rozstanie z…. –  perspektywiczno-rozwojowy stopień dochodzenia do siebie.

Na bieżąco.

ZAPATRZENIE w przeszłość lub przyszłość czyni człowieka ślepym na Teraztotu .

Życie to ciąg doświadczeń – sprowadzających ludzi ,,na ziemię,, /=do tu i teraz/ z obłoków myśli naszego ego. I Tu mamy się zakorzenić a nie w NIERZECZYWISTYM świecie słów i wyobrażeń  niższego ja. Gdy to nastąpi wtedy powiemy, że jesteśmy ,,za pan brat,, z życiem.

Źródłem  właściwych MYŚLI  jest POTRZEBA Życia wypływająca z chwili obecnej, a nie potrzeba ego-małego ja. Narzędziem służącym do ICH schwytania  jest UMYSŁ /=rozum, logika,/, a nie instynkt /=pożądanie / jak ma to miejsce w przypadku ego-dziecka.